RSS
wtorek, 08 marca 2011

Czy mężczyznom jest dziś trudniej, czy łatwiej? Moim zdaniem trudniej. Już nie ma prostych zasad: ja poluję, Ty pieczesz mamuta. Ja zasiadam w radzie plemienia, Ty rodzisz dzieci. Ja mam Was kilka, Ty należysz tylko do mnie. Diabli wzięli tamte proste reguły. Co nie oznacza na przykład, że już się nie poluje. Owszem poluje się. Ale obok innych mężczyzn trzeba polować z kobietami, w radzie zasiadać z kobietami, a potem nie można usiąść i patrzeć w ognisko. Trzeba pomóc zająć się dziećmi, ogarnąć bałagan po oprawianiu mamuta, zaś wieczorem myśleć już nie tylko o swojej przyjemności, ale także o przyjemności partnerki, dodajmy jednej. Reszta zabroniona. System nie sankcjonuje. Chyba że jesteś muzułmaninem i masz kasę. Albo jesteś outsiderem i na systemie Ci nie zależy. Wbrew pozorom jednak mężczyznom na systemie zależy. Inaczej po co mieliby się żenić? Oczywiście nie jest tak, że mężczyźni nie widzą, że na tym nowym trochę też się zyskuje: kontakt z własnym potomstwem niedany ich ojcom i dziadom, poczucie że daje się kobiecie prawdziwą rozkosz. Z drugiej jednak strony trzeba zrezygnować z władzy, z tego, co mężczyźni kochają najbardziej na świecie: z własnego ego. A to nie jest łatwe.

Czy kobietom jest dzisiaj łatwiej, czy trudniej? Trochę tak, trochę tak. Już nie trzeba się bać, że jak on odejdzie albo umrze to ja i moje dzieci zginiemy. Sama umiem polować, umiem zasiąść w radzie. Już nie muszę ukrywać w łóżku, że mi dobrze i że to ważne. Z dugiej strony lata ewolucji spowodowały, że w glowie i tak mam zakodowane, że bez niego jestem niepełna, nieskończona. Że bez dziecka też jestem niepełna i nieskończona. Że właściwie w oczach wielu mężczyzn dalej są tylko dziwki i dziewice, te ostatnie przekształcone w matrony. Więc i trudniej i łatwiej.

Nie da się oszukiwać natury, ale chyba nie można jej też bezwolnie ulegać. Może po prostu trzeba walczyć, choć niekoniecznie między sobą.

14:32, antoninaanton
Link Komentarze (13) »
czwartek, 10 lutego 2011

Mówi się ostatnio wiele o tym, że współcześni mężczyźni są słabi. Problem w tym, że kobiety same tę słabość wielokrotnie tworzą. Na każdym kroku udowadaniają mężczyznom, że poradzą sobie bez nich. Same zarobią pieniądze, same przesuną szafę, same wychowają dziecko i nawet za pomocą różnych urządzeń same sobie zrobią dobrze. Nic dziwnego, że w takich okolicznościach przyrody mężczyźni czują się niepotrzebni i sflustrowani. Bo nic tak dobrze nie działa na mężczyznę, jak podziw, ale żeby móc go podziwiać trzeba mu się pozwolić wykazać. Ta flustracja wielokrotnie wyzwala w niektórych mężczyznach agresję (jak będę bardziej agresywny, to uznają mnie za silniejszego), a w innych apatię. I tak o to z jednej strony nakręca się spirala przemocy, z drugiej zaś "produkcja" przegranych i nieudaczników. Więc w samym środku wiosny zimą apel: dziewczyny bądźcie dla chłopaków dobre na wiosnę i dajcie się im wykazać. Korzyść będzie obustronna, gdyż nic tak z kolei w gruncie rzeczy nie męczy kobiety jak ciągłe bycie silną. Ja tam uwielbiam czasem powiedzieć mojemu mężowi: "zaopiekuj się mną", a potem "ach jaki ty jesteś mądry" albo "silny" - w zależności od kontekstu sytuacyjnego. Oczywiście ubieram to wszystko w bardziej sprytne i inteligentne formy słowne. Miło wówczas zobaczyć, jak mój zmęczony wojownik prostuje się i znów ma wiatr w żaglach. Poza tym na przykład niezarobione przez siebie pieniądze wydaje się milej. Wiem, co mówię. Właśnie wczoraj kupiłam sobie super buty z premii męża. :) Ale żeby nie był całkiem pokrzywdzony, kupiłam też koronkową koszulkę i zrobiłam jego ulubione danie na kolację. Cena butów przeszła bez echa i generalnie wszyscy są zadowoleni.

07:48, antoninaanton
Link Komentarze (14) »
niedziela, 30 stycznia 2011

Tak w skrócie mogłabym zarekomendować artykuł, który ostatnio przeczytałam z wielkim zainteresowaniem.

Otóż ostatnim hitem w niemieckich księgarniach jest książka pt. "Pod niemieckimi łóżkami". Autorką jest 32-letnia Polka, która od 12 lat mieszka w Niemczech i spisała swe doświadczenia sprzątaczki w niemieckich domach. Polka nie ma dobrej opinii o pracodawcach. Są aroganccy, skąpi i brudni - stwierdziła i na dowód wymieniła, co można znaleźć pod niemieckimi łóżkami (uwaga, nie dla wrażliwych!) : wyrwane zęby, resztki kurczaka, wymiociny psa, zdechłego chomika, zużyte tampony... Żaden z pracodawców nie zatrudnia jej legalnie choć pracuje u sędziów, policjantów i polityków. Miesięcznie zarabia ok 2 tys. euro.

A co sądzi o nas Nadia - 34-letnia Ukrainka, posiadaczka Karty Polaka (mama - Polka, ojciec - Ukrainiec) sprzątająca w Warszawie? Pierwszą pracę załatwiła jej mama i potem trafiała do znajomych ówczesnych pracodawców. Nadia najbardziej chwali sobie pracę  z polecenia, bo pracodawcy starają się być fair wobec niej - od razu dają klucze, nie stosują sztuczek, by sprawdzić jej uczciwość. Najczęściej pracuje w domu pod ich nieobecność a pracodawcy (co dzień sprząta inny dom) zostawiają jej pieniądze lub przychodzą na koniec jej pracy rozliczyć się. Klienci krępują się zwracać jej uwagę i gdy coś przestawi w inne miejsce to nic nie powiedzą tylko sami poprawiają, gdy wyjdzie. Jednak Nadia też czuje się skrępowana, gdy musi sprzątać u starszych osób, jeśli o sprzątanie poprosiły ich dzieci. Starsze panie zwykle same sprzątają przed jej przyjściem, nie zezwalają na dotykanie swoich rzeczy i proszą o wspólne wypicie herbaty.  Gdy klienci są w domu to proponują coś do picia i jedzenia. Nadia raz odmówiła sprzątania. Trafiła z ogłoszenia do mieszkania starszego mężczyzny, który na dwóch pokojach mieszkał z kilkoma kotami. To był koszmar: brudne, śmierdzące kuwety, odchody rozwłóczone przez koty po dywanach... Jej koleżanki też odmówiły sprzątania u tego pana. Nadia zarabia ok 100 zł dziennie i dorabia sobie lepieniem pierogów: za 20 sztuk bierze 25zł. Czasami trafiają się kilenci, którzy zamawiają 150 sztuk. W sumie Nadia zarabia ok 3tys / mies. Generalnie chwali sobie polskich pracodawców, choć koleżanki trafiają czasami na arogantów i wyzyskiwaczy, ktorzy nie chcą zapłacić za wykonaną pracę. Nasza głowna cecha: jesteśmy bardzo rodzinni. Najpierw Nadia myślała, że to celowe i na pokaz ale po 6 latach sprzątania w Polsce jest przekonana, że u nas wszystko naprawdę kręci się wokół domu. Nasza wada: za dużo rozmawiamy o polityce. Czasami kilenci próbują jej tłumaczyć sytuację polityczną w kraju a ona z grzeczności nie przerywa jednak nie jest tym zainteresowana.

Swoją stabilną sytuację finansową Nadia okupuje tęsknotą za synkiem, który pozostał we Lwowie. Mimo codziennych rozmów z synem na Skypie brakuje jej go każdego dnia. Nadia co 3m-ce robi sobie miesięczną przerwę i jedzie do Lwowa a na wakacje jej syn przyjeżdża do Warszawy. Oboje uwielbiają spacerować po Łazienkach i chodzić do kina. Niestety Nadia nie wie, jak długo będzie mogła pracować z dala od synka...

 

 

Artykuł zachęcił mnie do tego, by.. zajrzeć pod własne łóżko. :-) Znalazłam tam trochę kotów z kurzu, ołówek z ikei i małą kartkę papieru. :-) Choć nie miałabym powodu, by umrzeć ze wstydu przed kimkolwiek z powodu tego, co mam pod łóżkiem, to nie wyobrażam sobie, bym miała zatrudnić kogoś, kto sprzątałby mi w domu. Mieszkanie to mój osobisty azyl i poza rodziną i znajomymi nikt obcy mnie nie odwiedza. I niech już tak zostanie! :-)

16:18, pollyanna.m2
Link Komentarze (4) »
piątek, 21 stycznia 2011

... tym o głupim i szczęściu. ;-) Dziś przekonałam się o jego prawdziwości. :-)

Otóż mam kiepsko trzymający zamek błyskawiczny w plecaku. Podczas wysiadania z samochodu syna nie zorientowałam się, że coś z niego wypadło i dopiero chrzęst czegoś pod kołami samochodu pozwolił mi zorientować się, że to były MOJE OKULARY w futerale!!! :( Już łzy miałam po powiekami, bo wyobraziłam sobie siebie prawie ślepą jak kura (+2,5 dioptrii), bez możliwości korzystania z komputera lub poczytania książki conajmniej do poniedziałku, kiedy to otworzyliby zaprzyjaźniony zakład optyczny. :(  Po szczegółwowych oględzinach ;-) okazało się, że choć futerał jest prawie zmiażdżony to okulary ostały się prawie bez szwanku. :-) Prawie, bo wypadło tylko szkiełko z oprawki, na szczęście całe! :-)) Czyż głupi nie ma szczęścia? :-)

Przy okazji przypomniało mi się podobne zdarzenie sprzed kilkunastu lat kiedy to mój mały bratanek, będąc w odwiedzinach u babci (mojej mamy) wyrzucił oknem ( z IIp.)... doniczkę z kwiatem!! Zamarliśmy wszyscy ze zgrozy, bo właśnie ulicą przejeżdżało DROGIE AUDI. Okazało się, że doniczka spadła tuż pod przednie koło a samochód przejechał nią. Nie wiem, czy kierowca był zorientowany, co mu wpadło pod koła. :-) Mama zbiegła po schodach, pozbierała ziemię, skorupy doniczki i zmiażdżonego kwiata. W tym czasie spocony z wrażenia brat tłumaczył małemu, rozweselonemu berbeciowi, że "tak robić nie wolno" a w myślach dziękował Bogu, że nie będzie musiał płacić za naprawę auta. A mama? Przybiegła na górę i szczątki czegoś zwanego wcześniej kwiatem... wsadziła do nowej doniczki. :-) Okazały kwiat, który wyrósł ze zmiażdżonego kikuta jeszcze długo cieszył nasze oczy. :-)))

 

Fuksiarze z nas, no nie? ;-) :D :D

 

22:38, pollyanna.m2
Link Komentarze (10) »
czwartek, 20 stycznia 2011

Złapałam się dzisiaj na takim durnowatym podejściu do postrzegania facetów, że aż sama się sobie zdziwiłam jak wszystko przemyślałam. Mianowicie chodzi o to jak kobiety-a przynajmniej ja patrzą na facetów, a w zasadzie na to co robią i jak to wszystko jest uzależnione od tego jak ON jest ubrany. Przyjechał dzisiaj w pracowe progi znajomy z innej jednostki. Całkiem przystojny gościu-muszę dodać, choć wypacykowany jakby przed pracą zaliczał co najmniej kosmetyczkę- bez skojarzeń : ) I owemu znajomemu poszło koło w samochodzie, znaczy się gdzieś tam sobie je musiał przebić. Kiedy wyszłam na papierosa i ogólnie żeby odetchnąć zobaczyłam jak ten starannie ubrany, uczesany, wymydlony i wypachniony ON w garniturku w roboczych rękawicach wymieniał koło. Od razu sobie pomyślałam: to on takie rzeczy umie?! Byłam pod jakimś durnym wrażeniem jakby co najmniej miał tym dokonać jakiegoś ósmego cudu świata. A jednak inaczej patrzy się na kogoś, kto zmienia koło w garniturze, a inaczej jak ktoś w utytłanych szmatach, czy też po prostu gdzieś w garażu. Na takiego gościa to się chyba nawet nie zwraca uwagi, a jak już to bez zbędnych emocji, bo przecież od razu widać, że zna się na rzeczy, umie to robić i niech sobie tam szpera w tych brudach. Głupota totalna, wiem, ale myślę, że nie tylko ja tak patrzę na facetów i niejako ich szufladkuję, co kto potrafi. Jakby to miało jakieś znaczenie. I tak mimochodem ów znajomek załapał sobie u mnie punkcik za niesamowite zdolności wymiany opony na zapasową w jakże trudnych warunkach i bez przygotowania. Żenuła normalnie.

16:02, dolores811
Link Komentarze (4) »
środa, 19 stycznia 2011

Kiedy czasami zdam sobie sprawę z olbrzymich konsekwencji całkiem małych rzeczy...
nie mogę odeprzeć myśli... że małych rzeczy nie ma
Bruce Barton

Tak o sobie postanowiłam dodać po przeczytaniu ostatnio kilku słów mądrego człowieka.

10:54, dolores811
Link Komentarze (5) »
wtorek, 18 stycznia 2011

wczoraj przeczytałem w "Rzeczpospolitej" artykuł pt. "gdy seks jest nałogiem".
W zasadzie tylko, go przeleciałem (proszę: bez eroskojarzeń). I możliwe, że nie odkryłem, że nie trafiłem głównego przesłania artykułu. Co jednak mi zostało, to doświadczenie wielu osób, które stwierdzały, że bez seksu z wieloma osobami to one żyć nie mogą. Znaczy uzależnione są. I nie tyle od seksu ale co od seksu z obcymi, nowymi osobami. A jak są uzależnione to znaczy, że chore są. Biedactwa: cierpią - trzeba im ulżyć... może mechaniczny masturbator?

Trochę się naśmiewam ale nie do końca. Bo faktem jest, że tacy ludzie burzą spokój i szczęście swoich bliskich. I to z tego powodu cierpią. Ich/nasz problem zaczyna się od pierwszego razu, ale takiego zabronionego, niewskazanego. Wtedy doznanie tego co zabronione wyzwala w nich (w nas?) tak duże i niezapomniane emocje, że chce się spróbować po raz kolejny i kolejny. Typowy symptom uzależnienia.

Może więc moje niegdysiejsze niegodne poczynania seksualne wcale nie były niegodne tylko ja po prostu zachorowałem? Nie byłoby tego gdyby nie pierwsza zdrada. Chyab nie potrzebuję dla ozdrowienia aż leżakować i kocykować się w klinice. Ale też nie wyśmieję problemu. Czy pamiętacie, jak ktoś się tu dziwił, że dla "bezpieczeństwa" poruszam się wszędzie z żoną? Po przeczytaniu wspomnianego tekstu poczułem się pewniej. Sam pisałem o tym kilkukrotnie. Poruszam ten temat ponownie, jako przestrogę: Ci, którzy zdradzili /co, najmniej seksem/ naprawdę wymagają innego traktowania.

Bo stoją tuż, tuż na granicy ciemnej strony seksu. A może nawet po za nią...

09:07, pawel.androniku
Link Komentarze (8) »
sobota, 15 stycznia 2011

Zima odpuściła i mamy odwilż. Nawet częściowo raduje mnie ten fakt, bo szybciej stopnieją brudne hałdy śniegu. Jednak radość jest częściowa, bo topniejący śnieg odsłonił całe zimowe ohydztwo. To, co do tej pory było okryte białą pierzynką śniegową, ujrzało światło dzienne czyli puste puszki, butelki, pety, papiery, psie gówna... ;/ Trzeba uważnie patrzeć pod nogi, by nie nadepnąć na "minę". Ci, którym nie przeszkadza, że mieszkają w wielkim, miejskim śmietnisku, bo sami śmiecą (i ich pieski także) nic sobie nie robią z tego, że inni cenią sobie porządek i estetykę a wszyscy jesteśmy narażeni na pokonywanie swoistego slalomu chodnikowego pośród śmieci.

Pod tym względem odwilż to jedna z najgorszych zimowych bolączek! ;/

Jednak zbytnio się tym nie przejmuję, bo znalazłam sposób na złagodzenie efektu odwilży: obrzydliwe wrażenia estetyczne zastępuję wzniosłymi. :-)

Kupiłam dziś 4 książki, w tym dwie w "Taniej księgarni", by nie poczuć znacznego ubytku finansowego. :-) Po ich pobieżnym przejrzeniu (w stosownym czasie zabiorę się do ich czytania) prawie z nabożną czcią odłożyłam je na półkę, za to ponownie czytam "Z dala od drogi" - książkę promującą pensjonaty w Polsce, w których można odpocząć delektując się wspaniałościami polskiej przyrody. Zawsze, gdy tę książkę biorę do ręki to robi mi się rzewnie na sercu! To ona podsyciła we mnie miłość do polskich krajobrazów i zrodziła marzenia do jeszcze bliższego i pełniejszego obcowania z przyrodą (żubry! :-) ).

Jeszcze tylko (po raz kolejny) obejrzę liczne ilustracje, najczęściej z krajobrazami wiosenno-letnimi, podotykam kredowego papieru, nawącham się druku, dokonam wizualizacji chodząc po zielonych łąkach i oglądając lęgowiska ptaków i syta wrażeń duchowo-estetycznych pójdę spać. :-)

 

Dobranoc.

22:41, pollyanna.m2
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 stycznia 2011

Może wysłużony i przewałkowany... ale ponadczasowy...

Miłość. Taka prawdziwa, głęboka, niezniszczalna. Z pełnym oddaniem drugiej osobie. Czy potrafimy kochać kogoś bardziej od samego siebie?


Poruszyły mnie słowa Vincenta van Gogh’a „...Miłość jest zaprzeczeniem egoizmu, zaborczości, jest skierowaniem się ku drugiej osobie, jest pragnieniem przede wszystkim jej szczęścia, czasem wbrew własnemu...”

13:44, biedronka.dwukropka
Link Komentarze (13) »

Znowu opuszczam zacne towarzystwo blogowe.

Zima mi tak dokuczyła, że się wkur...  i sobie jadę precz do ciepłych krajów:-)

Pomacham do Was rączką spod palmy... Może w temperaturze +30 przyjdzie do mnie wena i wyskrobię coś po powrocie... bo na razie posucha intelektualna mnie dopadła, chore dziecko dobiło psychicznie, a plucha z oknem wyprowadza z równowagi i tylko bluzgi z moich ust się sypią!

Oby szok termiczny mi nie zaszkodził...

10:01, biedronka.dwukropka
Link Komentarze (4) »
 
1 , 2 , 3 , 4